Text Size
niedziela, marzec 29, 2020

www.wlochy.waw.pl

Drukuj E-mail

Jeśli za miarę wagi wydarzenia przyjmiemy jego wpływ na bieg spraw publicznych to najważniejszym wydarzeniem włochowskiego samorządu AD 2019 był bez wątpienia strajk placówek oświatowych przeprowadzony w kwietniu 2019 r. Konkurujące o ten tytuł: fiasko budowy wychodka w Parku Kombatantów, aresztowanie Platformerskiego burmistrza a tym bardziej uroczyste otwarcia nareperowanych dziur w asfalcie itp. ekscytujące atrakcje nie mogą być uznane za ważniejsze ponieważ na niczym nie wywarły żadnego znaczącego skutku. Nie ma bowiem wielkiego znaczenia czy koalicja PO/Kukiz/Nowoczesna/WMDW zdoła wreszcie wybudować mityczny kibelek czy nie. Także aresztowanie pojedynczego kuriera Platformy niczym nie skutkuje, ponieważ obecny herszt warszawskiej PO dysponuje zastępem kandydatów do wożenia łapówek od mafii tureckiej więc może Artura W. od ręki zastąpić ostrożniejszym inkasentem.

Natomiast strajk oświatowy wprawdzie chybił podstawowego celu - zablokowania promocji uczniów - ale wpłynął na życie mieszkańców przez pozbawienie rodziców i dzieci ważnej usługi publicznej, a niektórych rodziców skłonił do błyskawicznej relokacji dziecka do placówki poza obszarem zagrożonym przez samorządowców totalnej opozycji. Skala oddziaływania tego zdarzenia nie ma chyba precedensu w historii Włoch także z tego powodu, że strajk objął 11 placówek oświatowych i wzięło w nim udział 445 nauczycieli oraz 84 pracowników administracyjnych, którzy przecież nie za darmochę strajkowali tylko za obiecane "dodatki motywacyjne" z budżetu Dzielnicy. Toteż ze zdziwieniem należy odnotować, że do dziś nikt nie przyznał się do organizacji strajku, mimo że był on bez wątpienia poważniejszym osiągnięciem logistycznym i poważniejszym obciążeniem finansowym niż - przykładowo - nareperowanie dziur w asfalcie, na tle których z dumą fotografują się obecni radni PO/WMDW.

Strajk we WłochachKoncepcja organizacji strajku pojawiła się 21 lipca 2017 w manifeście niejakiego Bartosza Kramka z fundacji "Otwarty Dialog", zresztą w jakimś sensie męża jeszcze bardziej podejrzanej Ludmiły Kozłowskiej. Szemrana parka w jednych kręgach uchodzi za agentów rosyjskich, inni zaś uważają ją za agentów niemieckich. Tak czy owak są to osobnicy źle tolerujący istnienie Państwa Polskiego, co wyraziło się m.in. propozycją "sparaliżowania funkcjonowania państwa" przy pomocy "strajku generalnego nauczycieli". Najwyraźniej w toku poufnych narad doprecyzowano, że główny atak na dzieci rozpocznie się 8 kwietnia 2019 roku, samo zaś strajkowanie ma być tylko przykrywką do uniemożliwienia przeprowadzenia sprawdzianów klas VIII, egzaminów gimnazjalnych oraz matur. Powodzenie takiej operacji rzeczywiście doprowadziłoby do niebywałego chaosu w systemie edukacji. Takie same intencje stały u podstaw decyzji o zakończenie strajku ogłoszonej 25 kwietnia, w momencie gdy stało się jasne, że nie da się zablokować promocji dzieci do wyższych klas.

Wdrożenia planu Kramka podjęło się kierownictwo PO zainteresowane wywołaniem chaosu przed wyborami europarlamentarnymi i zwiększeniem tą metodą poparcia społecznego wśród elektoratu obwiniającego rząd za zamieszanie społeczne. Podstawowym problemem było nakłonienie do ataku nauczycieli ponieważ udział w strajku wiąże się z utratą wynagrodzenia. Kłopot ten prezydent Trzaskowski rozwiązał obiecując zapłatę za strajk pod pozorem wypłaty "dodatków motywacyjnych". W istocie rzeczy za publiczne pieniądze wynajęto nauczycieli do strajkowania, łudząc przy okazji perspektywą dalszego zarobku, w przypadku gdyby atak zakończył się porażką polskiego rządu. O braku entuzjazmu większości nauczycieli świadczy, że na pewnym etapie wojny włochowscy radni PO/Nowoczesnej uznali za konieczne podżeganie do kontynuowania strajku, zresztą przy pomocy kwiatów i pączków (sic!), zakupionych za środki z nieznanych źródeł. To kuriozalne wydarzenie jest wartym zapamiętania przypadkiem jawnego działania radnych POKO na szkodę własnych wyborców.

Wbrew publicznym deklaracjom postawa patriotyczna jest w społeczeństwie wyjątkowym wyjątkiem. Trzeba więc w tym miejscu odnotować, że we Włochach znaleźli się nauczyciele, którzy kosztem własnego interesu, bezpłatnie wykonywali swoją pracę i obowiązki, a więc uczyli i egzaminowali dzieci podczas strajku. Odpowiadając na moje pytania Zarząd Dzielnicy oświadczył, że nauczyciele ci zostali nagrodzeni podziękowaniem przekazanym za pośrednictwem dyrektorów szkół. Zestawmy to z faktem, że strajkujący nauczyciele zostali nagrodzeni przez Zarząd Dzielnicy "dodatkami motywacyjnymi" zbliżonymi do miesięcznego wynagrodzenia.

Koncepcje Kramka, decyzje kierownictwa PO a także obietnice prezydenta Trzaskowskiego nic by nie były warte gdyby nie zostały wykonane na poziomie władzy dysponującym realnymi kompetencjami w stosunku do instytucji oświaty. W szczególności, gdyby cyngle POKO lub WMDW w Radzie Dzielnicy Włochy zakomunikowały, że nie pozwolą na atakowanie własnych wyborców to zarówno pan Kramek, jak i jego domniemana żona, a także liderzy PO oraz prezydent Trzaskowski musieliby zapomnieć o jakimkolwiek strajku oświatowym we Włochach. Najpierw bowiem władze Dzielnicy musiały powstrzymać się od zatrudnienia pracowników zastępczych na czas strajku, co uczyniłoby strajk całkowicie bezskutecznym. Następnie musiały powstrzymać się od wycofania ze szkół pieniędzy na wynagrodzenie za strajk. W dalszej zaś kolejności musiały przekazać szkole wynagrodzenia za strajk pod pozorem środków na "dodatki motywacyjne". Takie działanie wymagało zarówno zgody Zarządu jak i milczącej akceptacji Rady Dzielnicy. Ponadto - co nadzwyczaj ważne - chętni do strajkowania nauczyciele musieli od władz dzielnicy otrzymać przed strajkiem wiarygodne zapewnienie, że za udział w strajku otrzymają wynagrodzenie. Sama bowiem obietnica prezydenta Trzaskowskiego nie mogła być wykonana bez poparcia Zarządu Dzielnicy. Wyraźnie należy więc stwierdzić, że aktywne poparcie Zarządu Dzielnicy Włochy było warunkiem sine qua non organizacji strajku. Sama bierność radnych i Zarządu, a tym bardziej aktywne przeciwstawienie się strajkowi, automatycznie wykluczało możliwość przeprowadzenia rzekomego protestu oświaty.

Sebastian PilińskiDo odpowiedzi na pytanie o organizatora strajku wystarczy więc zidentyfikowanie osoby dysponującej władzą niezbędną do organizacji strajku, tzn. do złożenia obietnic zapłaty oraz wyegzekwowania odpowiedniego ruchu publicznych środków finansowych. Zgodnie z uchwałą Zarządu Dzielnicy nadzór nad oświatą sprawuje wiceburmistrz Sebastian P. Ta sama osoba dysponuje pełnomocnictwami do zmiany planów finansowych szkół. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że organizatorem strajku we Włochach musiał być Sebastian P. a politycznie za strajk odpowiadają w pierwszej kolejności radne Tina L, Katarzyna S. i Magdalena K-M. z klubu Wspólnoty Mieszkańców Dzielnicy Włochy, które strajk dyskretnie poparły chroniąc politycznie pozycję organizatora.
W tym miejscu może pojawić się wątpliwość: jaki interes miała Wspólnota Mieszkańców Dzielnicy Włochy w organizacji strajku i działaniu tym na szkodę własnych wyborców, skoro beneficjentem strajku miały być Platforma Obywatelska i protektorzy duetu Kramek/Kozłowska? Odpowiedź na to pytanie zapewne znajduje się w tajnej umowie między Platformą Obywatelską a WMDW ponieważ - jak łatwo zgadnąć - naruszenie przez WMDW interesów własnego elektoratu zostało jakoś zrekompensowane. Kierownictwo WMDW musiało bowiem zdawać sobie sprawę, że część wyborców tej lokalnej partii jest zdolna do skojarzenia swojego sposobu głosowania ze skutkami oddanego głosu, a co gorsza może być także zdolna do wyciągnięcia ze skojarzenia nieprzyjemne dla WMDW wnioski.

Drukuj E-mail

Jak wcześniej opisywałem, koalicja klubu POKO z WMDW w Radzie Dzielnicy Włochy straciła podstawową rację bytu po zakupieniu przez POKO radnego Konrada W. i Michała H. z "Kocham Włochy". Pozbycie się koalicjanta nie jest jednak czynnością pozbawioną ryzyka. Nie można też nie wziąć pod uwagę skrajnej bezwolności klubu WMDW, bardzo pożądanej cechy z punktu widzenia manipulatorów dyrygujących głosami radnych POKO. Rezygnacja z poparcia spolegliwych niemot grozi utratą spodziewanych korzyści, może np. zachęcić radnego Konrada W. do stawiania się hersztom PO i żądania wystawienia nielegalnej WZetki bez wrzucania kierownictwu PO należnego bakszyszu przez okno samochodu. Tymczasem po eliminacji WMDW poparcie kupionych z "Kocham Włochy" radnych stałoby się niezbędne dla utrzymania większości w Radzie.

Młodzi, energiczni i spoza układów.Ostatecznie dysponenci radnych POKO zdecydowali o wasalizacji WMDW, przypuszczalnie potajemnie dokupując głos z klubu konkurencji. Decyzją Zarządu Dzielnicy przegłosowaną 18 października wiceburmistrz Sebastian P. został pozbawiony prawie całej władzy i sprowadzony do roli figuranta, pod pretekstem wykorzystywania stanowiska do celów prywatnych. Kwadrans później radni klubu POKO na wszystkich możliwych forach internetowych radośnie zawyli nad dogorywającym zewłokiem koalicjanta, kpiąc z przyszłego nieboszczyka. Wprawdzie pobieranie za nic słonego wynagrodzenia zastępcy burmistrza mogłoby być dobrą opcją dla najbardziej leniwego radnego poprzedniej kadencji, jednakże taki ruch de facto stawiał także WMDW w stan likwidacji i tym samym zmuszał do natychmiastowego wyboru między wojną a haniebną kapitulacją. WMWD wybrała podkulenie ogona i publiczne żalenie się na koalicjanta, a także - co ciekawe - wytykanie POKO złamania pisemnej umowy o podziale łupów w dzielnicy Włochy.

Zwróciłem się więc do szefów klubu POKO i WMDW oraz Zarządu Dzielnicy Włochy o udostępnienie mi kopii tej umowy, która przecież nie dotyczy prywatnego handlu pietruszką tylko władzy samorządowej więc powinna być znana opinii publicznej. Radni nawet nie raczyli odpowiedzieć na uprzejme pismo a Zarząd Dzielnicy po 17 dniach namysłu poszedł w zaparte i twierdzi, że nie dysponuje egzemplarzem umowy, mimo że podpisali się pod nią także niektórzy członkowie Zarządu.

Trudno zgadnąć czego jeszcze dowiedzielibyśmy się z publicznych pyskówek gdyby 28 października między gryzące się pod dywanem buldogi nie wkroczyło Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymując Artura W. (nota bene tofumfackiego szefa warszawskiej PO Marcina Kierwińskiego) na odbieraniu od mafii tureckiej kolejnej transzy łapówki za wystawianie korzystnych WZetek. Wysłany na ratunek łapówkarzowi adwokat Dubois musiał poinformować kierownictwo PO, że szanse na wyciągnięcie Artura W. z aresztu nie są wysokie bo już wkrótce PO zdecydowała o natychmiastowej wymianie burmistrza. Trzeba bowiem zauważyć, że Artur W. nie będzie mógł zza krat podpisać opłaconych łapówkami WZetek. Tymczasem trudno przypuszczać, że mafia turecka pogodzi się z utratą 200 tysięcy złotych skonfiskowanych przez Skarb Państwa z rąk kuriera Platformy. Oczywiste jest więc, że albo patroni Artura W. załatwią obiecane i opłacone WZetki albo dojdzie do dintojry między gangsterami platformerskimi a gangsterami tureckimi.Umowa między POKO a WMDW

W tym nieoczekiwanym stanie rzeczy zaszła potrzeba natychmiastowego powołania nowego burmistrza i tym samym wartość głosów trzech bezwolnych niemot z WMDW niesłychanie wzrosła na politycznej giełdzie. Toteż bez zdziwienia możemy odnotować, że 5 listopada na miejsce aresztowanego Artura W. z Bielan radni koalicji PO/Kukiz/Nowoczesna/WMDW posłusznie wybrali przysłanego przez Platformę Jarosława K. z Pragi. Następnie 20 listopada WMDW odzyskała niemal w całości dotychczasową władzę w Dzielnicy. Zaciekła wojna zakończyła się przywróceniem status quo ante i zgodnym, wesołym oberkiem.

Wiele się musiało wydarzyć, żeby nic się nie zmieniło.

Drukuj E-mail

18 czerwca o godzinie 18ej włochowska koalicja PO/Kukiz/Nowoczesna/WMDW zorganizowała otwarte "spotkanie autorskie" z okazji wydania długiego wywiadu lewicowego dziennikarza Cezarego Michalskiego z Grzegorzem Schetyną. Warszawskie kierownictwo PO rozsądnie nie liczyło na zainteresowanie mieszkańców więc malutką salę kinową ADA'y wypełnili aktywiści POKO ściągnięci z całej Warszawy, głównie z koła PO Ochota, które teren Włoch otrzymało w charakterze lenna do eksploatacji przez jeden z tamtejszych POwskich klanów rodzinnych. Do tego grona dołączyli nieliczni pracownicy włochowskiego samorządu, liczący na profity za demonstrowanie wierności nowej władzy.

Skład sali sugerował więc raczej naradę aktywu partyjnego niż "spotkanie autorskie". Obrady rozpoczął redaktor Michalski z właściwą sobie błyskotliwością zachwycając się zmiennością życiorysu Grzegorza Schetyny, który ponoć zaczął od pozycji radykała i ekstremy przed "Okrągłym Stołem" a - jak to ujął - skończył jako koalicjant postkomunistów w wyborach europarlamentarnych. Na takie dictum Grzegorz Schetyna słusznie poczuł się zmuszony do dezawuowania laudacji. Redaktor Michalski zrozumiawszy swój błąd zapewnił, że prawdziwe obalenie komuny nastąpiło 4 czerwca 1989 roku (kiedy komuniści mianowali 2/3 tzw. "Sejmu PRL"), a późniejsze obalanie komunistów to już było "wielkie kłamstwo". Z czego jasno wynika, że prawdziwymi "obalaczami komuny" są osobnicy zakumplowani z komunistami przy "Okrągłym Stole".

Następnie kilku funkcjonariuszy partyjnych postawiło kilka nudnych, wiernopoddańczych "pytań", raczej zmierzających do zwrócenia uwagi na pytającego niż do uzyskania odpowiedzi. Jeden z POwskich erudytów, po rytualnym potępieniu podłości PiS, zużytą już narrację uzupełnił własnym wkładem intelektualnym nazwając działanie PiS "otwieraniem puszki z Pandorą". Kolejnego (włochowskiego radnego PO z Ochoty) nawiedziły wizje przyszłości. Zaczął wieszczyć, że siepacze kaczystowscy pozbawią Polaków wolności i w tej niesamowitej wizji ujrzał siebie jako bohaterskiego przedstawiciela młodego pokolenia, które podejmie niezłomną walkę o utraconą wolność, co z kolei zjednoczy jego młode pokolenie wokół tej - jak to ujął - "idée fixe". Na myśl o walce z PiS o wolność aż mu się z emocji uszy zaczerwieniły. Kolejny POwski działacz zaplątał się tak we własnych konceptach, że ostatecznie nie wiedział o co pyta. Publiczność i adresat pytania tym bardziej nie wiedzieli. Otrzymał więc całkiem błyskotliwą odpowiedź - cytuję - "No!" dającą się dostosować w interpretacji do każdego postawionego pytania.

Znacznie więcej praktycyzmu i kontaktu z rzeczywistością objawiła była kandydatka SLD Katarzyna M. deklarując gotowość nieubłaganej walki z PiSem z list PO do Sejmu. Tajemniczy uśmiech Grzegorza Schetyny zdawał się odpowiadać, że Platforma nadal pamięta jak pani Kasia publicznie zadawała niestosowne pytania o cenne prezenty dla koncernu ITI, hojnie rozdawane przez PO z majątku m.st. Warszawy. Można więc wyrazić ostrożne przypuszczenie, że do walki z PiS na listach PO pan Grzesio znajdzie sobie bardziej dyspozycyjnych cyngli, którym nawet do głowy nie przyjdą żadne niestosowne pytania, że już nie wspomnimy o ich werbalizacji w przestrzeni publicznej.

I tak w miłej, partyjnej atmosferze przebiegło całe "spotkanie autorskie". O co tutaj chodziło, bo przecież nie o pozyskanie poparcia społecznego? Przede wszystkim - jak można się domyślić - o wypłacenie redaktorowi Michalskiemu nieco kasy z funduszy miejskich za trud przedstawienia Grzegorza Schetyny w sympatycznym świetle. W dalszej kolejności o wyłusknięcie i pozbycie się z aktywu POwskiego inteligentnych malkontentów zdolnych do wypowiedzenia krytyki za kolejną porażkę wyborczą PO. Ten drugi cel spalił na panewce - wszyscy inteligentni pamiętają dobrze wykopywanie z PO wojewody Jacka Kozłowskiego i wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza więc twardo trzymali język za zębami.

Trzecią funkcją spotkania było przekazanie aktywowi myśli przewodniej do przyswojenia i transmitowania do mas. Myśl tę w skondensowanej formie można ująć tak: "Nie jesteśmy komuchami, jak można by sądzić patrząc na nas". Najwyraźniej kierownictwo PO poniewczasie zorientowało się w skutkach samobójczego skrętu w lewo i usiłuje przedstawić się publiczności jako ugrupowanie wyrosłe z ruchu solidarnościowego, choć w rzeczywistości wśród decydentów PO dominują dziś raczej ludzie wywodzący się ze środowiska bolszewickiego.

Spotkanie ujawniło także brak możliwości realizacji pomysłu PO na "wyruszenie w Polskę" czyli powtórzenie lokalnego sukcesu Elżbiety Łukacijewskiej przez skierowanie aktywu partyjnego do bezpośredniego zdobywania głosów dla Platformy Obywatelskiej. Pomysł oczywiście dobry. Problem w tym, że dzisiaj nie ma kim go zrealizować. Bezpośrednie konfrontowanie zgromadzonego w ADA aktywu partyjnego z wyborcami byłoby - że użyję tego sformułowania - "otwieraniem puszki z Pandorą", z pewnością nie przyniosłoby żadnego dodatkowego poparcia a mogłoby ujawnić rzeczywisty stan kadrowy Platformy Obywatelskiej. Tylko poważny błąd PiS może uchronić PO przed kolejną porażką w jesiennych wyborach parlamentarnych.

Drukuj E-mail

W drugiej połowie lat 80-ych Związek Sowiecki i jego protektoraty znaleźli się w stanie poważnego kryzysu, głównie dzięki polityce Ronalda Reagana i postawie Jana Pawła II. Działo się to ku radości wszystkich przyzwoitych ludzi na świecie albowiem komunizm był tworem i ustrojem z piekła rodem, jakiego świat nigdy nie widział i - miejmy nadzieję - już nie zobaczy, choć zwolenników komunizmu nadal nie brakuje. Pod wpływem presji politycznej rosyjscy agenci rządzący tzw. "Polską Rzeczpospolitą Ludową" tracili kontrolę nad społeczeństwem, w szczególności nie potrafili zapanować nad życiem gospodarczym ani nad coraz sprawniej funkcjonującymi strukturami niepodległościowego podziemia.

Czytaj więcej: ...

Drukuj E-mail

Wśród wielu wyborców szerzy się pogląd jakoby politycy po wyborach porzucali zamiar realizowania tego, czego ich wyborcy mogliby po nich zasadnie oczekiwać. Przekonanie to jest błędne i pozbawione solidnych podstaw. Kilka miesięcy temu mieszkańcy Włoch masowo poparli radnych znanych z lekceważenia swoich obowiązków, a nawet paraliżowania prac Rady Dzielnicy. Wyborcy gremialnie zagłosowali na przeciwników istnienia liceum na Solipskiej, zwolenników: seksualizacji dzieci, rekomunizacji nazw miejskich, podwyższenia opłat za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność oraz na wyznawców poglądu, że interes pracowników szkoły jest ważniejszy niż interes dzieci itp. itd. Wszystkie te postawy i poglądy zostały bezzwłocznie wprowadzone w życie przez nowe władze samorządowe. Zgodnie z oczekiwaniem wyborców - poza drobnymi przepychankami politycznymi - Rada Dzielnicy Włochy niczego sensownego nie robi, trwa proces ograniczania liceum na Solipskiej, od września latarnicy LBGT+ wkroczą do warszawskich szkół, nazwy ulic zostały zrekomunizowane, podwyższono opłaty za przekształcenia własnościowe, w szkołach władze Dzielnicy zorganizowały strajk pracowników itp.itd. Co prawda Rada Warszawy ostatecznie musiała wycofać się z podwyżek opłat za użytkowanie wieczyste a Rada Dzielnicy Włochy spowolniła proces likwidacji liceum na Solipskiej ale nie wynikało to ze złej woli rządzących radnych lub zmiany ich poglądów tylko z konieczności tymczasowego ugięcia się przed wrogą presją sfrustrowanej porażką opozycji.

Czytaj więcej: ...

Drukuj E-mail

Trzy lata temu uczniowie starający się o przyjęcie do warszawskich liceów/techników ograniczeni byli podczas naboru możliwością wskazania co najwyżej trzech placówek. Trudno opisać wszystkie negatywne skutki takiego limitu - najpierw zmuszał on uczniów do porównywania zebranych punktów z ekspektatywą wymaganej liczby punktów przyjęcia w szkołach ponadgimnazjalnych (obliczaną z lat przeszłych). Potem limit - pod rygorem nie przyjęcia do żadnej placówki - skutecznie zniechęcał uczniów do wpisywania preferowanej przez siebie szkoły, w której w latach przeszłych wymagano więcej punktów naboru niż kandydaci mieli w obecnych. Następnie okazywało się, że liczni absolwenci gimnazjów nie zostali przyjęci do żadnego liceum/technikum - musieli więc biegać i wybłagiwać przyjęcie na miejsca wolne oraz szukać znajomości wśród dyrektorów placówek, którzy w drugim naborze podejmowali decyzje praktycznie całkowicie uznaniowe.

Czytaj więcej: ...

CLIX Liceum Ogolnoksztalcace im. Krola Jana III Sobieskiego

  1. Strona www.wlochy.waw.pl publikowana jest przez Klub Miłośników Włoch.
  2. Każdy może umieszczać na stronie www.wlochy.waw.pl swoje artykuły, jeśli tożsamość autora będzie znana administracji tej strony i jeśli autor nie narusza swoją publikacją obowiązującego prawa oraz dóbr osobistych innych osób.
  3. Publikacje naruszające obowiązujące prawo lub bezprawnie naruszające dobra osobiste innych osób będą usuwane bezzwłocznie po zawiadomieniu administratora tej strony na adres webmaster@wlochy.waw.pl lub telefonicznie pod numerem (22) 8628418.
  4. Ponadto administracja strony zastrzega sobie prawo do usunięcia każdej publikacji bez wyjaśnienia.
  5. Przez fakt publikacji na tej stronie autor wyraża zgodę na zrekompensowanie wszelkich skutków swojej publikacji wydawcy tej strony oraz zrzeka się majątkowych praw autorskich w zakresie obejmującym publikację na tej stronie.